środa, 19 marca 2014

Z Południowego Kaukazu do Gliwic - krótka rozmowa z Nairą Ayvazyan

W sobotę, 15 marca na scenie Miejskiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji odbył się koncert muzyki operetkowej pt. "Brunetki, Blondynki". Jedną z występujących osób była pochodząca z Armenii, a mieszkająca obecnie w Gliwicach Naria Ayvazyan, z którą mieliśmyprzyjemność porozmawiać tuż przed koncertem. >>>Zobacz fragmenty koncertu<<<



Pochodzi Pani z dość egzotycznego kraju, bo z Armenii (z miejscowości Vanadzor). Proszę powiedzieć, jak to się stało, że znalazła się Pani w Polsce?

Historia jest dość skomplikowana, postaram się więc przedstawić ją w skrócie. Do Polski przyjechałam wraz z rodzicami 20 lat temu jako nastoletnia dziewczyna. W Armenii po obaleniu komunizmu panowały wówczas fatalne warunki (kraj niepodległość uzyskał w 1991 r. w związku z rozpadem ZSRR - dop. red.), więc rodzice zdecydowali się opuścić kraj i przyjechać do Polski.

Czy od tamtego czasu wraca Pani do swoich rodzinnych stron?

Wracam, ale - póki co - z ogromnym sentymentem i wspomnieniami, gdyż wyjazd do Armenii jest niemożliwy z bardzo prozaicznej przyczyny: bardzo boję się latać samolotem. Ostatnio odwiedziłam swoje strony w 1991 r., ale dojrzewa we mnie myśl, by gdzieś drogą morską, a potem przez Gruzję dotrzeć do swojego kraju. Myślę, że to marzenie się w końcu spełni.

Dla wielu muzyka klasyczna jest zbyt patetyczna. Jednak podana w niekonwencjonalny sposób (Grupa MoCarta, Filharmonia Dowcipu Waldemara Malickiego) przyciąga tłumy. Czy to dobry sposób, by przekonać ludzi do słuchania muzyki poważnej?

Bardzo dobry sposób. Nie można zachęcić kogoś do muzyki klasycznej zaczynając od tzw. wyższej szkoły. Gdybym chciała zachęcić swoją przyjaciółkę do chodzenia na operę czy do operetki, nie zabrałabym go np. na "Tannhäusera" Richarda Wagnera, gdzie sztuka trwa ponad 4 godziny. Najlepszy sposób, by sprawić, że ta muzyka stanie się bardziej przystępna i lepiej przyswajalna, jest zacząć chodzić na opery, operetki, musicale, farsy... Te gatunki sprawiają, że człowiek oswaja się z tym rodzajem muzyki. Potem bywa i tak, że wiele osób odczuwa wewnętrzną potrzebę, by jeszcze lepiej poznać tajniki muzyki klasycznej, bo naprawdę warto.


Prócz śpiewania, wydała też Pani tomik wierszy. Proszę krótko o tym opowiedzieć.

To są moje najwcześniejsze doświadczenia, jeszcze z Armenii. Tak naprawdę nigdy nie marzyłam o karierze śpiewaczki, natomiast muszę przyznać, że bardzo ładnie pisałam. Rozwijałam się literacko pod czujnym okiem babci, która też była poetką. To było jednak bardzo dawno temu, gdyż miałam wtedy 9 lat, więc te wierszyki stanowią prostą, dziecięcą poezję.

Zajmuje się Pani ponadto działalnością charytatywną. Czego ona dotyczy?

Bardzo często przyjmujemy zaproszenia na różnego rodzaju koncerty charytatywne. Taką moją formą tej działalności są koncerty dla seniorów przebywających w domach spokojnej starości, gdzie ci ludzie są naprawdę bardzo samotni. Proszę mi wierzyć, że jedyną formą rozrywki dla nich jest to, że pojawimy się tam i zaśpiewamy im trochę tej operetki. Widać nieraz, jak łza się w oku kręci, gdyż jest to dla nich coś niebywałego. Takich zaproszeń otrzymujemy sporo i staramy się nie odmawiać.

A jakie znane utwory będzie można usłyszeć na scenie Kuźni Kultury?

Dzisiaj do wspólnego śpiewania zaprosiłam dwóch wspaniałych artystów: Beatę Mańkowską (mezzosopran, alt), obok której wystąpi Sylwester Targosz-Szalonek - jeden z najwspanialszych polskich tenorów, posiadający fantastyczny głos. Repertuar będzie dosyć urozmaicony. Będzie i operetka, i musical; będą utwory z repertuaru światowego: Josh Groban, Andrew Lloyd Webber i całe mnóstwo rozmaitości.

Z Nairą Ayvazyan rozmawiał Bartosz Kozina

2 komentarze:

T.K. pisze...

Koncert był wspaniały !!! dziękuję za możliwość powtórnego przesłuchania... :)

Anonimowy pisze...

Naprawde wspaniałe przeżycie.Warto bylo isć..i posłuchać

Prześlij komentarz