15 marca 2022

"Ludzi dobrej woli jest więcej...". Tak Gmina Kuźnia Raciborska pomaga Ukrainie

"... i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim!" - śpiewał przed laty polski piosenkarz Czesław Niemen. Utwór zatytułowany "Dziwny jest ten świat" jest ponadczasowy i z przypuszczam, że to się już nigdy nie zmieni.

 

24 lutego nad ranem granice suwerennej Ukrainy przekroczyły oddziały zbrojne Federacji Rosyjskiej wypowiadając tym samym wojnę niepodległemu od 24 sierpnia 1991 r. państwu. Strach i przerażenie, jakie padło na obywateli tego kraju wywołało masową ucieczkę mieszkańców z terenów zagrożonych atakiem nieprzyjaciela. Do polskiej granicy zaczęły masowo napływać tysiące cywilów szukając schronienia. Niemal natychmiast z różnych stron Polski zaczęła nadchodzić pomoc, a w wielu miastach czy miasteczkach organizowano zbiórki artykułów pierwszej potrzeby. Nie inaczej zareagowali mieszkańcy Gminy Kuźnia Raciborska.

Hasło: Kuźnia Ukrainie
Pierwszym akcentem niesienia pomocy na szerszą skalę - co podkreśla zarówno przewodniczący Stowarzyszenia Mieszkańców "Kuźnia Przyszłości" Bernard Kowol oraz dyrektor MOKSiR Anna Kijek - był ruch zainicjowany w sobotę, 26 lutego przez Jacka Gąskę, który wraz z członkami jednostki pomocniczej "Osiedle nr 1", strażakami z kuźniańskiej jednostki oraz Miejskim Ośrodkiem Kultury, Sportu i Rekreacji ogłosił zbiórkę niezbędnych produktów. Odzew mieszkańców był natychmiastowy. Do budynku przy ul. Klasztornej 9 zaczęły napływać dary i to nie tylko od mieszkańców Kuźni Raciborskiej.


- W momencie, kiedy Jacek włączył się w działania na granicy polsko-ukraińskiej, zadania zostały przejęte przez nasze stowarzyszenie. Dziś uczestniczą już w tym wszyscy, bo i mieszkańcy, i urzędnicy, a przede wszystkim dwie instytucje: MOKSiR i MOPS, które wzięły na siebie całą procedurę. Świadczymy pomoc od samego początku wybuchu konfliktu z każdej strony: począwszy od ubrania tych ludzi, poprzez nakarmienie po zakwaterowanie - mówi Bernard Kowol.

Szef "Kuźni Przyszłości" zadowolony jest z rosnącej liczby wolontariuszy. Zaczęło się od pań z Uniwersytetu Trzeciego Wieku przez chór parafialny, mniejszość niemiecką, młodzież, a nade wszystko Kościół In Plus. Te osoby pod względem wolontariatu i finansów są z nami od samego początku. W międzyczasie uznaliśmy też, że pomoc musi iść dwutorowo, czyli powinna być zarówno udzielana na miejscu, jak i kierowana na granicę - dodaje B. Kowol.

Goście zza Buga
O sposób udzielania pomocy z ramienia Urzędu Miejskiego i Rady Miejskiej zapytaliśmy wiceprzewodniczącą Ilonę Wróbel: - W stałym kontakcie z radnymi i urzędnikami jest burmistrz Paweł Macha. Organizujemy pomoc na różnych szczeblach, także wolontaryjnie. Pojawiła się propozycja pań z rady, by zbiórkę prowadzić też w godzinach popołudniowych (będą dyżury), gdyż nie każdy jest w stanie dostarczyć rzeczy do południa. Pomagamy w transporcie, segregowaniu darów przyniesionych do MOKSiR. Równolegle do tego idzie działalność medialna, jak zamieszczanie informacji na stronach internetowych czy udostępnienia w serwisach społecznościowych. Dwóch radnych ma już pod swoim nadzorem świetlice (są to Jankowice i Siedliska - dop. red.), w których będą kwaterowani nasi goście, gdyż nie używam w tym przypadku określenia "uchodźcy" - mówi zastępczyni Gerarda Depty.


Ile osób znajduje się obecnie na terenie gminy? - Trudno określić jednoznacznie, bowiem sytuacja jest bardzo dynamiczna, ale do naszej gminy - według nieoficjalnych danych - trafiło już około 100 osób, choć podejrzewam, że może być ich więcej, bo sama organizowałam pomoc dla jednej rodziny i tam było już ich ośmioro - zaznacza I. Wróbel. - To się ciągle zmienia, bo to jest nie tylko hotel, ale również domy prywatne, albo zwykłe mieszkania udostępniane przez ludzi, którzy czasowo tam nie przebywają. Są sytuacje, w których ktoś przyjmuje gości na 1-2 dni, po czym oni udają się dalej na zachód, a w ich miejsce przyjmowani są kolejni - dodaje wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej.

Istotna logistyka
Koordynatorem wielu działań - jak zaznaczyliśmy powyżej - jest m.in. Miejski Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Kuźni Raciborskiej. - Wszystko udaje się nam dzięki szerokiej współpracy z Urzędem Miejskim, Stowarzyszeniem Mieszkańców "Kuźnia Przyszłości", Kościołem In Plus i udziałem wolontariuszy, którzy nie przychodzą na pięć minut, ale czasem na kilka godzin - podkreśla z kolei Anna Kijek. - Każda informacja, którą gdzieś zamieszczamy, np. potrzebny wózek dla dziecka, to on z prędkością światła do nas dociera. To jest ogromna pomoc i otwarte serce, które mają nasi mieszkańcy, za co należą im się gorące podziękowania - dodaje dyrektor Kuźni Kultury. - Chciałabym w tym miejscu podziękować również wszystkim moim pracownikom z MOKSiR, bo choć w dużej mierze zadania, których się podejmują, wykraczają poza zakres ich obowiązków, to bardzo dobrze odnajdują się w tej sytuacji - podkreśla A. Kijek.

Bardzo istotna jest - na co zwraca uwagę Anna Kijek - logistyka z takimi podmiotami, jak ZGKiM oraz GPWiK. Komunikacja jest w tym przypadku na bardzo wysokim poziomie. Czasami wystarczy jeden telefon, jedno hasło i temat transportu jest zamknięty. Nie można też zapomnieć o prywatnych firmach (m.in. takich osób, jak Lasak i Machnik). Ogromną pomoc świadczą także strażacy, gdyż zbiórka prowadzona jest nie tylko w MOKSiR, ale i w świetlicach wiejskich. - Działa to tak, że gdy pomieszczenia są już wypełnione, strażacy się mobilizują i przyjeżdżają - wyjaśnia szefowa MOKSiR.

- Można powiedzieć, że w przeciągu 1,5 tygodnia udało się małej garstce ludzi złożonej z 10-15 osób zebrać do pomocy armię, która przekracza już dzisiaj 100 osób i to nie tylko na terenie naszej gminy - zaznacza B. Kowol, który dodaje: - W nasze działania bardzo mocno włączył się ks. Andrzej Pyttlik, który zaczął organizować dodatkowe transporty korzystając z kontaktów, które zostały wypracowane przez gminę, a także - co należy mocno podkreślić - przez dr Gabrielę Mercik, która z nami współpracuje w zakresie koordynacji transportu. Za przykład służy tutaj odbiór palet z darami, z których część trafi do osób przebywających na terenie naszej gminy. Równolegle idzie drugi transport, który dotrze do miejscowości Żydaczów na Ukrainie, a inny nadzorowany przez proboszcza - do Rzeszowa. To nie jest rzecz, która dociera w ciągu 5 minut, ale to są transporty, które jadą po 40-50 godzin - tłumaczy zawiłości logistyczne Bernard Kowol.

Nie tylko dary
W ciągu kilkunastu dni udało się również uruchomić pomoc psychologa dla przybyłych z Ukrainy ludzi, która świadczona jest również w języku ukraińskim w każdy czwartek od godziny 18:00 w budynku MOKSiR. - Od przyszłego tygodnia planujemy uruchomić zajęcia z językiem polskim. Udało się udzielić pomocy w kwestii podjęcia przez te osoby pracy. Podziękowania kieruję w tym miejscu do naszych przedsiębiorców, którzy są na to otwarci. Jesteśmy zadowoleni z tego, że kilka osób zakwaterowanych w hotelu "Gracja" zostało oprowadzonych po Kuźni (przewodnikiem był proboszcz Pyttlik - dop. red.), gdzie wskazano gościom kilka ważnych punktów, jak szkoła, dom kultury, w którym została przedstawiona oferta zajęć, przystanek autobusowy czy dworzec PKP - mówi A. Kijek.

Ilona Wróbel zwraca ponadto uwagę na pewne aspekty, które idą jakby obok tej podstawowej pomocy. - Niespodzianką było prywatne spotkanie dla pań z okazji Dnia Kobiet zorganizowane w MOKSiR. Mamy wolontariuszy, którzy chętnie angażują się w zabawę z dziećmi. Istotne jest też utrzymywanie kontaktu z osobami, które pozostały na Ukrainie. Stąd zakup kart startowych do telefonu. Pomocy w tym zakresie udzielił Paweł Nienartowicz. I musimy na to wydać pieniądze, bo panie nie otrzymały tych starterów na granicy. To jest raptem 5 zł, a może aż 5 zł, bo nasze państwo tylko w dużej mierze obiecuje - mówi wiceprzewodnicząca rady.

- Wczoraj miałem sytuację, że dziewczyna, która przyjechała do nas, zostawiła w Kijowie swojego chłopaka, który został zmobilizowany. W związku z wybuchem wojny, musiała przerwać studia (jest na pierwszym roku farmacji). Praktycznie cały dzień przesiedziała nie ruszając się z krzesła, bowiem zabrakło jej środków na karcie, a chciałaby wiedzieć, czy chłopak żyje. To są takie podstawowe rzeczy, na które potrzebujemy finanse. Każda złotówka, niezależnie od tego czy ktoś wpłaci 10 czy 1 zł, to ma dla nas jednakową wartość, bo jest to dar serca i na każdej złotówce nam w tej chwili zależy - relacjonuje przewodniczący "Kuźni Przyszłości".


Pomoc, która została zorganizowana dotąd w Kuźni Raciborskiej skierowana jest nie tylko do tych osób, które przebywają na terenie naszego miasta. Ona dociera do wszystkich  posługujących się językiem ukraińskim na terenie naszej gminy. - To są w dużym stopniu mieszkańcy Rud. W pierwszych dniach pakiety darów, które otrzymaliśmy, trafiły właśnie do tych naszych mieszkańców, bo tak trzeba o nich już mówić. Staramy się zintegrować całą gminę i wszystkich wolontariuszy - zaznacza B. Kowol.

Najważniejszy jest człowiek
W trakcie rozmowy, którą przeprowadziliśmy w piątkowe popołudnie, każdy z moich rozmówców podkreślał, że zarówno strażacy, urzędnicy, pracownicy rozmaitych podmiotów czy wolontariusze dokładają swoją cegiełkę do tej pomocy. - Człowiek w tym wszystkim jest najważniejszy. Dla Kościoła In Plus, czy naszej parafii nie ma różnicy. Nikt nikogo nie rozdziela, tylko stara się pomóc tym ludziom. Dlatego nie rozdzielajmy gminy, tylko twórzmy ratunek dla każdego środowiska w tej gminie - zaapelował szef Stowarzyszenia Mieszkańców "Kuźnia Przyszłości".

Wojna na Ukrainie i napływające z różnych stron wsparcie sprawiło, że stowarzyszenie w przeciągu kilku dni zmieniło nieco swój organizacyjny charakter: jednym z nich jest uzyskanie uprawnienia związanego z importem czy eksportem towarów. - Jeszcze dwa miesiące temu nie mieliśmy karty bankomatowej, bo nas nie było na to stać, a teraz musimy płacić za pewne rzeczy - mówi Bernard Kowol. - Wczoraj niemal cały dzień spędziliśmy w Urzędzie Celnym w Tychach, żeby załatwić formalności. Towar, który sprowadziliśmy, o godz. 11:00 został zarejestrowany w tyskim urzędzie, natomiast dopiero o godz. 18:15 otrzymaliśmy decyzję, że możemy jechać się rozładować. Kto wie, ile byśmy jeszcze czekali, gdyby wspomniana dr Gabriela Mercik nie podjęła interwencji w samej Kancelarii Prezydenta RP. Tu chciałbym zwrócić uwagę na rolę mediów, które powinny wskazywać na problem prawny, bowiem przepisy celne nie zmieniły się od wielu lat, a one powinny emanować. Ładunek przyjmowany był z wysp brytyjskich, a nie zapominajmy o tym, że nastąpił brexit - dodaje.

Skąd czerpać informacje o zapotrzebowaniach?
W związku z dynamicznie zmieniającą się sytuacją, sztab pomocowy stara się na bieżąco przekazywać informacje mieszkańcom. Do najważniejszych należą (strony na Facebooku):

1. Gmina Kuźnia Raciborska pomaga Ukrainie;
2. Kuźnia Przyszłości;
3. MOKSiR Kuźnia Raciborska;
4. Urząd Miejski w Kuźni Raciborskiej.

- Między sobą kontaktujemy się również przez telefoniczne aplikacje, jak choćby WhatsApp, gdzie szybko ustalamy bieżące potrzeby - mówi Bernard Kowol. - To jest nie tylko szeroka grupa pomocowa, ale też grupa wsparcia. Jeśli ktoś ma jakiś problem, pisze tam i kwestia się rozwiązuje w przeciągu kilku minut - zaznacza Anna Kijek. - Dla przykładu podam sytuację z dzisiaj: Nasi wolontariusze z Kuźni i tłumacze pomagali dziewczynie, która przebywała w Raciborzu. Przyjechała tu ze swoim niepełnosprawnym dzieckiem, gdzie spała w jednej sali, z kilkunastoma innymi osobami, bez środków higienicznych. I dzięki tej grupie udało się nawiązać kontakt z wiceprezydentem Raciborza Dawidem Wacławczykiem, który natychmiastowo ruszył z pomocą. Inna kwestia to przekazanie łóżka dla młodego chłopaka. Na apel odpowiedział mieszkaniec osiedla, który nie tylko wyciągnął je ze swojego strychu i zaopatrzył w materac, ale zawiózł na miejsce, pomagając naszemu gościowi je rozłożyć. To sprowadziło się do nawiązania nici przyjaźni pomiędzy tymi osobami - dodaje B. Kowol.

W rozmowie z nami szef "Kuźni Przyszłości" zaznacza ponadto, że w takich sytuacjach, jak ta, z którą mamy teraz do czynienia, niezbędna jest także pomoc fizyczna, która sprowadza się do sprzątania, przenoszenia czy wydawania rzeczy. W dawnym pawilonie handlowym, znanym jako "Anatol" ruszył właśnie sklepik pod nazwą "Kuźniański HELPik", gdzie będzie rozdzielany towar. - To, co znajduje się na regałach należy przetransportować, bo dom kultury musi żyć swoim życiem. Do obsługi naszych gości potrzeba więc będzie kolejnych osób, które popołudniami będą zaopatrywać potrzebujących. Apelujemy więc, żeby zgłaszać się poprzez powyższe strony, podawać kontakty do siebie, a my będziemy dzwonić. Takich sytuacji jest i będzie multum, Podkreślę zatem jeszcze raz: artykuły pierwszej potrzeby, pieniądze i pomoc fizyczna. To jest to, co będziemy robić przez najbliższe miesiące... - kończy Bernard Kowol.

   

Niniejszy artykuł rozpocząłem od słów Czesława Niemena. Zakończę go również fragmentem wspomnianego na wstępie utworu: "Nadszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie...".

Tekst: Bartosz Kozina
Fot. BK, I. Wróbel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz