niedziela, 30 października 2016

Antonina Walewska-Rudzka. O kuźniance, która stała się "Sprawiedliwą Wśród Narodów Świata"

Gdy zbliża się Święto Zmarłych, częściej niż zwykle wracamy pamięcią do ludzi, którzy odeszli z tego świata. A media częściej kierują nasze myśli w stronę osób, które w życiu więcej wymagały od siebie, choćby inni nie wymagali od nich.



Współczesny świat, na szczęście, nie zapomina też o ludziach najgorszych wśród złych, o totalitarnych ustrojach, które tworzyły nawet "fabryki śmierci", żeby pozbywać się przeciwników. To stalinizm i hitleryzm. Więc jak nie wspominać tych szlachetnych, którzy nawet za cenę własnego życia sprzeciwiali się złu, odmieniali i ratowali swoich bliźnich przed śmiercią, głodem i więzieniem. Medal "Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata" jest znany od tamtych złych i niebezpiecznych czasów sprzed 75 lat, nadawany przez izraelski Instytut Męczeństwa i Bohaterstwa Holocaustu - Yad Vashem. To najważniejsze izraelskie odznaczenie cywilne. Mogą to wyróżnienie otrzymać osoby spoza narodowości żydowskiej, które w latach 1938-45 pomagały i chroniły ludność żydowską w Europie opanowanej przez niemieckich nazistów. Do tej pory medal ten otrzymało najwięcej Polaków. Z liczbą 6620 odznaczonych, nasi rodacy stanowią 25 % wśród wszystkich wyróżnionych narodowości. To fakt, że niewielu z tych bohaterskich ludzi żyje do dziś. Ale też wielu było i jest odznaczonych pośmiertnie.

Jedną z Polek jest, wyróżniona 22 lata po Jej śmierci i wpisana do rejestru Yad Vashem - Antonina Rudzka - była mieszanka Kuźni Raciborskiej. Od wiosny 1974 roku spoczywa na naszym cmentarzu. Zmarła 28 marca 1974 r. Do swojej nauczycielskiej emerytury wiele lat pracowała w Ząbkowicach Śląskich. Do swojego syna w Kuźni Raciborskiej przemeldowała się, licząc na pomoc i opiekę.

Izraelski Yad Vashem z Jerozolimy nadał Jej tytuł i medal "Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata" za uratowanie od śmierci żydowskiego chłopca o nazwisku Boris Babicz. Rodzina p. Rudzkich mieszkała wtedy na dalekim Podolu w b. Ukraińskiej Republice Sowieckiej. Te tereny były w latach 1941-44 podbite i okupowane przez armię faszystowskich Niemiec.


Z wnioskiem o medal wystąpiła rodzina Babiczów, ale mogła to zrobić dopiero po rozpadzie Związku Sowieckiego i po odzyskaniu niepodległości przez Ukrainę (1991 rok). Izraelski Yad Vashem nadał p. Antoninie Rudzkiej w 1996 roku i wpisał to nazwisko pod nr 7292 na stronie 34 narodowej listy ukraińskiej. Bo tam mieszkała rodzina p. Rudzkich i ocalony żydowski chłopiec.

Tyle informacji ogólnych. Warto jednak dowiedzieć się więcej o tej bohaterskiej Matce Polce.

Jej małżonek, Hipolit Rudzki był agronomem i cenionym specjalistą w uprawie buraka cukrowego. Ale w tamtych czasach, na tamtej nieludzkiej ziemi, czyli w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich pod rządami czerwonego terrorysty Józefa Stalina, wysoka wiedza i fachowość nikomu nie dawała stabilizacji. Często było wręcz przeciwnie.

8 grudnia 1937 r. H. Rudzki został skazany na rozstrzelanie przez sąd sowiecki za rzekomy udział w szpiegowskiej, nacjonalistycznej i antysowieckiej organizacji. Wyrok wykonano dwa tygodnie później (w roku 1989 ukraińskie organa śledcze ogłosiły pośmiertną pełną rehabilitację małżonka Antoniny i bezzasadność skierowanych przeciwko niemu oskarżeń).

Antonina z dwoma synami i ochranianym żydowskim chłopcem przeżyła wojnę. Jak tylko nadarzyła się okazja, opuściła Związek Sowiecki udając się do Polski. Dostała pracę nauczycielki i mieszkanie w Ząbkowicach Śląskich.

Syn Stanisław uciekał wcześniej z Podola i w zawierusze wojennej stracił kontakt z rodziną. Odnaleźli się wszyscy dopiero 10 lat po wojnie.

Syn - mgr inż. Michał Rudzki po studiach inżynierskich dostał pracę w Fabryce Obrabiarek "Rafamet" w Kuźni Raciborskiej. Tutaj zawarł szczęśliwy związek małżeński ze śląską dziewczyną. (mgr inż. chemik) Ewą Kozubek, która całe swoje życie zawodowe przepracowała w "Rafamecie" jako kierowniczka laboratorium badającego jakość materiałów i wyrobów. Obydwoje budowali potęgę "Rafametu". Michał współtworzył przez lata także fabryczną gazetę. To było jego pożyteczne hobby. Mieli dwóch synów. Starszy ukończył architekturę, a młodszy Wyższą Szkołę Morską. Małżeńskie szczęście przerwała śmierć Ewy w 1990 r. Chyba "dla zabicia czasu" Michał, już jako emeryt, podjął pracę nauczyciela w b. Zespole Szkół Technicznych w Kuźni Raciborskiej i zaczął pisać wspomnienia. Wydał I część książki pt."Notatnik wołyński". Ożenił się ponownie i zamieszkał w sąsiedniej Nędzy. Niestety, nagła śmierć (16.06.2006 r.) uniemożliwiła dokończenie wspomnień z ponurych czasów dzieciństwa i młodości.

Jan Kluska

PS. Książki Michała Rudzkiego nie ma w naszej bibliotece, wielka szkoda. Może ktoś podaruje Miejskiej Bibliotece Publicznej swój egzemplarz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz