czwartek, 4 czerwca 2015

Cztery "gumy" i ponad dobę w siodle - gimnazjaliści z Kuźni już w Gryfinie

Ekipa rowerzystów z kuźniańskiego gimnazjum oraz ze szkoły w czeskich Odrach nie zwalnia tempa. Poniżej publikujemy relację znajdujących się od kilku dni w trasie uczestników projektu "Odra - rzeka, która łączy".





Dzień szósty (3 czerwca 2015)

The river of... Dzisiejszy etap wyznaczyły koryta Nysy Łużyckiej i Odry. Swoisty etap graniczny, nie tylko ze względu na szlak wzdłuż granicy polsko-niemieckiej. Większość z nas przekracza własne granice, ograniczenia i słabości organizmu. Na wszelkie kłopoty, mamy jednak antidotum w osobie Pana Zbyszka - kierowcy wyprawy. Na postojach czekają na nas napoje, owoce, słodycze i motywacja!


W 28-stopniowym upale przejechaliśmy kolejna setkę. W nogach 636 km.

Kocimi łbami, pamiętającymi zamierzchłe czasy wyjeżdżamy z Polski. Most na Nysie Łużyckiej pomiędzy miejscowościami Żytowań a Coschen i wjeżdżamy na idealną ścieżkę rowerową po niemieckiej stronie rzeki. Mądre oznakowania, restauracje i hotele dla rowerzystów - taki to "bikowy" świat po zachodniej stronie... Żegnamy Nysę, wracając do ukochanej Odry. Rzeka jest tu dzika, otulona gęstwiną zarośli. Lekcja historii - słupy graniczne i pozostałości po wieżach obserwacyjnych NRD-owskich pograniczników. Dobrze, że żyjemy w czasach Schengen.


Wczesnym wieczorem wjeżdżamy do Frankfurtu. Mostem granicznym zmierzamy do celu etapu, Słubic.

Z rowerowych statystyk - złapaliśmy łącznie 4 gumy, zaliczając w siodle 23 godziny.

***

Dzień siódmy. Etap Słubice-Gryfino (4 czerwca 2015)

Ten etap naszej ciekawej podróży liczył 116 km. Dzień rozpoczęliśmy na moście granicznym we Frankfurcie, by chwilę później znaleźć się na szlaku rowerowym Odry. Towarzyszyć będzie nam przez następne 10 godzin. Krajobraz Łużyc i Brandenburgii przypomina miasteczka z kolejowych makiet. Schludne domki, zadbane obejścia, kawiarnie, cukiernie, winiarnie.


Podobnie rzecz ma się z otoczeniem naszej Odry. Łąki i poldery przystrzyżone niczym trawa na angielskim boisku. Dziesiątki specjalistycznych maszyn dbają o wały i ścieżki. Nieopodal koryta pasa się stada owiec. Na szlaku spotykamy dziesiątki turystów rowerowych - tu ciekawostka: głównie emerytów, często na elektrycznych rowerach. Okazują radość i zawsze nas pozdrawiają.


Po siedmiu dniach i 743 kilometrach tworzymy zgraną ekipę. Jesteśmy już mocno opaleni i co tu kryć - zmęczeni. W tych warunkach pomoc, wsparcie i dobre słowo kolegi są naprawdę niezbędne. Pomijając wszystko inne to wydaje się najistotniejsze.

Powoli czujemy zapach morza. Jutro przez szczecin pokręcimy do Świnoujścia...

oprac. BK

1 komentarz:

Adam Kowalczyk pisze...

Trzymaliśmy kciuki za Was od początku wyprawy.Dotarliście już do celu ,a to nie lada wyczyn. Gratulacje i wielkie brawa dla całej ekipy wyprawy! Czekamy na Wasz powrót .

Prześlij komentarz