środa, 29 lutego 2012

Urodzenia i zgony w lutym 2012

Nowi mieszkańcy gminy:



1. Banaś Martyna - Kuźnia Raciborska
2. Bociuk Nadia - Kuźnia Raciborska
3. Namysł Daniel - Rudy
4. Stoczkowska Daria - Turze
5. Tworuszka Helena - Rudy
6. Urbainski Fabian - Turze
7. Wolny Maciej - Jankowice
8. Zieliński Aleksander - Kuźnia Raciborska

Odeszli do wieczności:



1. Dymek Emanuel - r. 1924 - Ruda Kozielska
2. Eilers Dorota - r. 1936 - Kuźnia Raciborska
3. Kosmala Joachim - r. 1937 - Rudy
4. Kosubek Ernest - r. 1938 - Kuźnia Raciborska
5. Mieloch Danuta - r. 1945 - Kuźnia Raciborska
6. Pasieka Stefan - r. 1918 - Kuźnia Raciborska
7. Szwigon Józef - r. 1938 - Siedliska
8. Tufalska Barbara - r. 1949 - Kuźnia Raciborska
9. Wojcieski Jan - r. 1934 - Kuźnia Raciborska
10. Żurek Agnieszka - r. 1933 - Siedliska
11. Front Eugenia - r. 1936 - Kuźnia Raciborska
12. Borszcz Zofia - r. 1933 - Kuźnia Raciborska

Podstawówka wypełniona wszystkimi kolorami świata

27 lutego w Szkole Podstawowej im. Jana Wawrzynka w Kuźni Raciborskiej odbyła się uroczystość podsumowująca udział w akcji UNICEF "Wszystkie kolory świata". Celem akcji była zbiórka funduszy na zakup szczepionek dla dzieci w afrykańskim Sierra Leone.

Uczniowie z pomocą rodziców i Felicji Grzesik-Zawady wykonywali laleczki z różnych stron świata. Zaproszeni goście mogli zaopiekować się laleczką za minimum 10 zł.



Popołudniowe spotkanie z udziałem władz lokalnych: burmistrz Ritą Serafin, przewodniczącym Rady Miasta Manfredem Wroną, przedstawicielami Rady, kierownikiem Posterunku Policji Henrykiem Linkiem oraz rodzicami i nauczycielami okazało się niezwykle barwną i udaną imprezą. Zbiórkę funduszy połączyliśmy z Rokiem Janusza Korczaka, a uczniowie zaprezentowali na scenie fragment "Króla Maciusia Pierwszego" na Czarnym Lądzie.

Zaproszeni goście byli niezwykle hojni. Dzięki nim każda laleczka znalazła opiekuna i zebraliśmy ponad 1600 zł na szczepionki dla dzieci, a w Sierra Leone zestaw szczepionek ratujących życie jednemu dziecku kosztuje 10 zł. Mamy więc ogromną satysfakcję, że nasza szkoła włączyła się w tę wspaniałą inicjatywę. Pieniądze zostały już wpłacone na konto UNICEF-u.



Za pośrednictwem portalu dziękujemy serdecznie wszystkim, którzy przyjęli nasze zaproszenie i okazali tak wielkie serce. Dziękujemy rodzicom, dzieciom, władzom miasta i przybyłym radnym: Sabinie Chroboczek-Wierzchowskiej, Radkowi Kasprzykowi, radnemu powiatu Adrianowi Plurze, a szczególnie Bernardowi Kowolowi, który okazał nam nieocenioną pomoc i życzliwość w przygotowaniu sprzętu nagłaśniającego.

Piękną uroczystość przygotowały Felicja Grzesik-Zawada i Barbara Radziszewska wspólnie z uczniami, którym bardzo dziękujemy i kolejny raz możemy być dumni z ich umiejętności i zaangażowania.

B. Z.

sobota, 25 lutego 2012

Będzie parking, chodnik i zmiana organizacji ruchu

A to wszystko w obrębie ulicy Moniuszki oraz Rudzkiej. Zmiana organizacji ruchu dotyczyć będzie drogi za hotelem "Gracja".

Początkowo były plany częściowego zamknięcia tego krótkiego odcinka, jednak - jak zaznaczył podczas czwartkowego spotkania z Zarządem Jednostki Pomocniczej "Osiedle nr 1" wiceburmistrz Bogusław Wojtanowicz - nie jest to proste ze względu na szereg innych spraw, jakie trzeba byłoby w tej kwestii uregulować (zmiany w nawigacji GPS, uzgodnienia ze starostą). O wiele łatwiejsze będzie natomiast wprowadzenie zmian w organizacji ruchu, polegającej na ustawieniu zakazu wjazdu od strony ul. Rudzkiej i otwarciu drogi poprzez ustawienie znaku "droga jednokierunkowa" od ul. Moniuszki (dziś jest na odwrót). Zmiana ta ma wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa przede wszystkim dzieci, bawiących się w obrębie bloków znajdujących się przy ul. Rudzkiej.





Drugą sprawą będzie ułatwienie mieszkańcom bloków dojścia do śmietnika poprzez wybudowanie niewielkiego chodnika pomiędzy placem zabaw a garażami. W momencie obfitych opadów deszczu, na placu tworzy się potężna kałuża, która po wyschnięciu zamienia się w błotnisty teren. Ułożenie kilku płytek chodnikowych bądź kostki ma wyeliminować trwający od dłuższego czasu problem.





Ostatnia kwestia to budowa parkingu na 8-10 samochodów pomiędzy lasem a blokiem o numerze 46 a-b. O możliwości wybudowania tam kilku miejsc parkingowych poinformował w trakcie czwartkowego obchodu wiceburmistrz Wojtanowicz wskazując fragment terenu należącego do miasta. Nowy parking ma zapobiec stawianiu samochodów na trawniku oraz pod samymi oknami bloku, na co skarżą się inni mieszkańcy. Wraz z nowymi miejscami parkingowymi, naprawiony ma zostać fragment betonowej drogi prowadzącej w kierunku garaży przy ul. Moniuszki.







Chodnik oraz parking zostanie sfinansowany z budżetu miasta oraz z pieniędzy, jakie na ten cel przekaże Zarząd Osiedla.

piątek, 17 lutego 2012

Trzy pytania do... (1) - burmistrz Rita Serafin

Pani Burmistrz, w tym roku Kuźnia Raciborska obchodzi 45-lecie nadania praw miejskich. Wiadomo, że budżet jest mocno napięty, więc raczej nie będzie można sobie pozwolić na imprezę, która miała miejsce 5 lat temu. Ale czy w ogóle władze przewidują - nawet skromne - upamiętnienie tego ważnego wydarzenia?

Chcemy zrobić takie nieco bardziej okazałe "Pożegnanie Lata" połączone z występami. Na ten temat rozmawiam już z panem dyrektorem Michałem Fitą, ale rzeczywiście - finanse, którymi dysponujemy w roku bieżącym są bardzo skromne, w związku z czym bardzo okazałych imprez nie będziemy organizować. Nosimy się natomiast z zamiarem okolicznościowego wydania (prawdopodobnie będzie to jednorazowa gazetka, w której chciałabym zebrać to, co dotyczy naszego miasta w tym 45-leciu). Aktualnie jestem w trakcie zbierania materiałów. Myślę, że wydawnictwo ukazałoby się w drugim półroczu.

Niewykluczone też, że może wraz z przewodniczącym Rady Miejskiej zdecydujemy się na zorganizowanie bardziej okazałej sesji. Musi ona jednak coś ze sobą nieść, bo zwołanie uroczystej sesji i odczytanie, że oto mija 45-lecie nadania praw miejskich Kuźni Raciborskiej, to za mało. Uważam, że trzeba byłoby zawrzeć jakiś konkret. Takich obchodów, jakie mieliśmy z okazji 40-lecia, kiedy dokonaliśmy odsłonięcia tablicy poświęconej dyrektorowi Mieczysławowi Niteforowi się nie powtarza (nawet, gdyby miało to dotyczyć teraz innej postaci). W grę nie wchodzi również powtórzenie prezentacji multimedialnej, tak jak 5 lat temu. Tu trzeba wyznaczyć nową formułę, a więc coś innego i nowego. Także organizowanie konkursu plastycznego czy poezji nie wchodzi w grę. Powtarzanie dziś pewnych aspektów nie byłoby wskazane.

W związku z tym uważam, że może byłoby lepiej, gdyby pokusić się o wydanie okolicznościowej gazetki miejskiej. Mam już pewne pomysły, których na razie nie chciałabym zewnętrznie zdradzać, gdyż wymaga to opracowania. Uważam, że jakiś ślad po tym powinien pozostać, zwłaszcza w formie pisanej, tym bardziej że sama mocno doceniam wagę jakiegokolwiek opracowania, które niegdyś powstawały, a dotyczyły różnych sfer. A niedobrze jest, gdy po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach okazuje się, że nie mamy do czego sięgnąć, by się czegoś dowiedzieć. Mamy tylko materiały, które wynikają z roboczego wykonywania pewnych zadań. Tylko, że przetwarzanie takich informacji jest bardzo trudne. Otrzymanie skondensowanej wiedzy na jakiś temat, wymagać będzie od niejednej osoby z zewnątrz bardzo dużego nakładu pracy. Dlatego uważam, że najlepiej by było, gdyby taki rzetelny materiał przygotować, który będzie cenny zarówno za 10, jak i 20 lat. Tak więc najprawdopodobniej pójdziemy w wydanie jakiejś publikacji (oczywiście niezbyt drogiej), bo wydanie np. albumu wspomnieniowego, wiązać się będzie ze sporymi kosztami, tym bardziej że trzeba byłoby to wydać na lepszym papierze, a nie na tym najniższej kategorii.

W uchwalonym niedawno budżecie znalazł się m. in. zapis mówiący o wyremontowaniu skrzyżowania (ewentualnie całego ciągu) ulicy Moniuszki i Świerczewskiego. Czy ów zapis doczeka się realizacji? Jeśli tak, kiedy to nastąpi?

Jeżeli zadanie pojawiło się w budżecie, to oczywiście zobowiązana jestem do jego realizacji i ogłoszenia przetargu. Mamy już opracowaną koncepcję techniczną wykonania tego skrzyżowania. Kiedyś powstał projekt, który obejmował doprowadzenie do właściwego stanu całego odcinka, czyli ulica Moniuszki - skrzyżowanie - ulica Świerczewskiego. Zadanie to w pewnej części zostało już wykonane, gdyż założeniem było wybudowanie dwóch zatoczek autobusowych oraz postawienie wiat przystankowych. W tej chwili musimy dopracować dokumentację pod kątem szczegółów technicznych. Następnie odbędzie się ogłoszenie przetargu i przystąpienie do realizacji zadania.

Mamy wiele obaw związanych z odnowieniem ul. Moniuszki i Świerczewskiego. Chociaż w budżecie na to zadanie zapewnione są pieniądze, nie ukrywam, że chcielibyśmy ponowić próby pozyskania środków zewnętrznych na ten cel. Chodzi o aplikowanie o środki z tzw. schetynówek - tyle, że  już z gorszym montażem finansowym niż było to w latach minionych. Teraz można liczyć tylko na 30 % dofinansowania, a 70 % pochodzić ma z wkładu własnego. Procedura składania wniosków przypada dopiero na jesień, więc to jest odrębny temat. Jeżeli jednak przystąpilibyśmy do realizacji tego zadania, to przypuszczam, że do przetargu mogłoby dojść w miesiącach letnich, tak aby przy odpowiednich warunkach pogodowych móc to wykonywać.

Sporo kontrowersji narosło ostatnio wokół ZSOiT. Wiadomo już, że w budżecie są przeznaczone pieniądze na remont podłóg. Kiedy te prace się rozpoczną i gdzie przez ten czas pobierać będą naukę gimnazjaliści?

Rzeczywiście, było dużo zamieszania, dużo niepokoju zarówno wśród rodziców, jak i u nas, kiedy okazało się, z jakiego rodzaju problemem mamy do czynienia. Aczkolwiek z ekspertyz uzyskanych z Instytutu Technik Budowlanych myślę, że nie należy demonizować tego wszystkiego. W temat włączył się sanepid, a więc instytucja, która szczególnie patrzy na funkcjonowanie szkoły pod kątem bezpieczeństwa dla zdrowia tych, którzy tam pracują i się uczą. Wracając jakby do początku tego tematu, chciałabym jeszcze raz wyraźnie podkreślić, że ani razu nie mieliśmy wskazania sanepidu - nim te ekspertyzy zostały wykonane - żeby zrobić w tym kierunku jakieś konkretne badania. Sanepid zwracał uwagę na różnego rodzaju elementy, ale zapach, jaki się w tej szkole pojawiał - raz intensywniejszy, innym razem mniej - nigdy nie był przedmiotem dociekań sanepidu, nie mówiąc wprost o nakazie rozwiązania tego problemu. Tak więc inicjatywą gminy było, aby to wreszcie zdiagnozować, pobrać próbkę i wysłać do analizy do Instytutu Techniki Budowlanej w Warszawie. Należy w tym miejscu zwrócić uwagę, że wyniki pomiarów laboratoryjnych w specjalnych warunkach próżni są zupełnie inne niż kiedy to funkcjonuje w samym obiekcie. Z punktu widzenia zagrożenia te parametry i przekroczenia mają zupełnie inny wymiar. Niemniej jednak, zdecydowaliśmy się na usunięcie tego xylamitu.

Zapach poprawił się również z chwilą zakończenia remontu hali sportowej. Okazało się, że pod tymi klepkami był żużel. Była to normalnie niegdyś stosowana technologia, kiedy pustą przestrzeń wypełniano w ten sposób. Natomiast są to też takie materiały, które mogą emitować dziwne i charakterystyczne zapachy, często mało przyjemne.    

W tej chwili trwają przygotowania do ogłoszenia przetargu, mającego na celu wyłonienie firmy, która podejmie się usunięcia z podłóg związków xylamitowych. Mamy gotową dokumentację budowlaną; niewykluczone więc, że na pewno jeszcze w lutym chcemy ogłosić przetarg na wykonanie tych prac budowlanych. Na czas remontu, gimnazjaliści przejdą na ulicę Jagodową, gdzie zajmą I piętro (nad pogotowiem i Caritasem).

Z przeprowadzką wiązało się też sporo pytań i kontrowersji. Pojawiały się propozycje, czy nie można by - przy liczbie nieco ponad 160 uczniów - zrobić remontu na tzw. ruchu szkoły. Osobiście nie widziałam takiej możliwości, przede wszystkim z punktu widzenia bezpieczeństwa uczniów. To jest zrywanie podłóg, hałas, zapylenie... Poza tym, taką cechą charakterystyczną stosowania xylamitu jest także i to, że rozszczelnienie podłóg przykrywających te impregnaty, spowoduje intensywniejsze wydzielanie się tego nieprzyjemnego zapachu. Prace, które trzeba przeprowadzić, są dosyć poważne, ale nie skomplikowane. Trudno więc przewidzieć, na ile byłoby to uciążliwe.

Remont wiązać się będzie również z wywózką gruzu, pojawią się więc urządzenia, odbierające plus transport samochodowy. To nie sprzyjałoby bezpieczeństwu gimnazjalistów. I sądzę, że zarówno uczniowie, jak i rodzice mogliby mieć uzasadnione pretensje, że prace prowadzone się w niewłaściwy sposób. Obawy te potwierdziły się w rozmowach z sanepidem, kiedy przedstawialiśmy nasz sposób działania krok po kroku. Zamiar wyprowadzenia na czas remontu uczniów z budynku został odebrany dobrze; stwierdzono, że jest to odpowiedzialne podejście do sprawy i zabezpieczenie uczniom i nauczycielom właściwych warunków pracy.

Wracając do kwestii nauki przy ul. Jagodowej. W związku z tym, że szkoła już kiedyś tam funkcjonowała, nie nastąpiła żadna degradacja. Pomieszczenia wymagają oczywiście oczyszczenia i odkurzenia. Sprawdzona została instalacja sanitarna, zamontowany został bojler na ciepłą wodę, naprawione zostały ubytki w ścianach.

Oczywiście tak długo, jak to będzie możliwe, będziemy starali się utrzymywać zajęcia na ul. Piaskowej, a kiedy będzie już wiadomo, że wykonawca wchodzi na teren budowy (po przetargu i podpisaniu umowy), to młodzież będzie mogła przejść do przygotowanych i wyposażonych w krzesła, stoliki i tablice - pomieszczeń.

Remont na ul. Piaskowej 28 będą prowadzone najprawdopodobniej od marca do czerwca. Wszystkie prace chcemy zakończyć do 31 lipca, aby sierpień poświęcić na przygotowanie klas i rozpoczęcie roku szkolnego w należytych warunkach.

Na razie trudno jednoznacznie określić termin przeprowadzki. Jeżeli do końca lutego zostałby ogłoszony przetarg, to bezpiecznie można założyć, że w granicach 20 marca młodzież mogłaby się przeprowadzić. Wolałabym szczegółowo tego nie określać, bo może być tak, że procedura nam się przedłuży (nie wiadomo, ile podmiotów wystartuje; może być i tak, że pojawi się jakiś protest...). Moment otwarcia ofert pokaże czego mniej więcej się spodziewać. Na pewno marzec będzie tym miesiącem, w którym ta kwestia zacznie być realizowana.

Szkoła Podstawowa i Gimnazjum w jednym budynku

Od września gimnazjum i szkoła podstawowa funkcjonować będzie w jednym budynku. W tej chwili trwają dyskusje nt. właściwej organizacji obu placówek. Będziemy starali się zrobić tak, żeby gimnazjaliści poruszali się swoim ciągiem komunikacyjnym, a podstawówka swoim ciągiem. Postanowiliśmy, że szkoła podstawowa zajmie I i II piętro, gimnazjum zaś parter. Trwają rozmowy nt. użytkowania sali komputerowej, która jest na II piętrze i niewykluczone, że ją tam zostawimy z możliwością korzystania z niej przez gimnazjalistów; do tego dochodzą wszelkie uzgodnienia dotyczącego korzystania z biblioteki, świetlicy szkolnej itp. Chcemy, aby maluchy z klas 1-3, gdzie jest nauczanie zintegrowane, miały zabezpieczone bardzo dobre warunki, tak jak w szkole podstawowej. Tam lekcje niemal w sposób ciągły się odbywają, z klas prawie nie wychodzą i takie same warunki zostaną im zapewnione tutaj.

Prace przystosowawcze zakładają niewielkie zmiany w ściankach - w bardzo minimalnym zakresie, bo okazało się, że obiekt na Piaskowej jest tak skonstruowany, iż nie ma potrzeby dużej ingerencji w drobną przebudowę. I tu zarówno pani dyrektor Kinga Apollo, jak i dyrektor Kazimierz Szczepanik współpracują bardzo ściśle nie tylko ze sobą, a także z pracownikami referatu inwestycji i budownictwa. Myślę więc, że to jak najbardziej funkcjonalne rozwiązanie.

Szkoły naukę rozpoczną 1 września 2012 r. jako dwie odrębne placówki. Tak więc będzie to Szkoła Podstawowa, natomiast Zespół Szkół Ogólnokształcących i Technicznych przyjmie nazwę Gimnazjum. Nie ma  w tej chwili połączenia obu szkół, będą funkcjonowały więc oddzielnie.

Rozmawiał: Bartosz Kozina

wtorek, 14 lutego 2012

Walentynki, czyli Dzień Zakochanych

Co roku, 14 lutego - w dniu św. Walentego zarówno w Polsce, jak i w wielu innych krajach obchodzone są Walentynki, zwane również Dniem Zakochanych.

W Polsce Walentynki zaistniały dopiero w 1992 r. - za sprawą mediów i handlowców. Już na początku lutego pojawiają się w naszych sklepach ozdobne karki z serduszkami, różyczkami, amorkami, zdjęciami całujących się par, bombonierki w kształcie serca, czerwona pościel oraz bielizna męska i damska w tym kolorze.

Pochodzenie święta

Z genezą Dnia Zakochanych wiążą się liczne legendy, a niektóre mają rodowód starożytny.

Chrześcijańskim patronem tego święta został św. Walenty, przynoszący ulgę osobom cierpiącym na epilepsję i inne schorzenia na tle nerwowym. Według legendy - Walenty - biskup Nahars (obecnie Terni), udzielił ślubu Sarpii i Sabino. Sarpia była nieuleczalnie chora, a Sabino pragnął umrzeć razem z nią. Biorąc ślub, prosił biskupa, aby wymodlił śmierć również dla niego. Biskup Walenty nie pozostał obojętny na cierpienie kochanków, a jego żarliwe modlitwy zostały przez Boga wysłuchane - Sarpia i Sabino umarli jednocześnie, trzymając się za ręce. (Około sto lat temu na cmentarzu Pentima koło miejscowości Terni odkopano grobowiec Sarpii i Sabino; ich dłonie były splecione).



Walentynkowe tradycje

W Anglii tradycje obchodzenia 14 lutego jako Dnia Zakochanych sięgają czasów odrodzenia. W elżbietańskiej Anglii ulicami miast ciągnęły korowody muzyków, którzy grali serenady pod oknami młodych panien. Tego dnia - chłopcy i dziewczęta - posyłali sobie wzajemnie czułe bileciki, ukryte w jabłkach z lukru lub w prawdziwych owocach.

Z Anglii zwyczaj ten trafił do Ameryki, Kanady i Australii, a w ostatnich dziesięcioleciach również do innych krajów. Zwyczaj posyłania wybranej osobie kartek walentynkowych, zapoczątkowany około 1761 r. przetrwał do naszych czasów.

Jednak należy wysyłać kartki anonimowe, a jeśli podpisane, to na przykład: "XXX" albo "Twój Walenty". Bowiem wysyłający kartkę w dniu św. Walentego nie liczy na wdzięczność. Pragnie tylko, aby jej adresat poczuł się doceniony i kochany. Jednakże w wielu krajach anglosaskich walentynkowe karteczki i drobne upominki posyła się nie tylko osobie kochanej lecz również każdemu, komu się dobrze życzy. Adresatami kartek są przyjaciele, nauczyciele lubiani przez uczniów, małżonkowie, krewni, a nawet sąsiedzi.

Dzisiaj - najmodniejszym sposobem uczczenia Walentynek jest zamieszczanie ogłoszeń w prasie, wysyłanie e-maili i sms-ów. Socjologowie ustalili, że w Polsce Dzień Zakochanych obchodzi już ponad 80 % uczniów i studentów i aż 16 % emerytów.

(Tekst zaczerpnięty z miesięcznika "Nowa Tyta", nr 3/2006)

Autobusem do Raciborza i z powrotem znowu drożej

piątek, 10 lutego 2012

Przeżyła zsyłkę na Sybir

Wiele jest w historii Polski dat, które na trwałe zapisały się w ludzkiej świadomości niezwykle dramatycznie. Jedną z nich jest 10 lutego 1940 r.

Tego dnia rozpoczęła się, zakrojona na szeroką skalę, wielka akcja masowej deportacji, której celem stała się ludność cywilna, zamieszkująca wschodnie rubieże II Rzeczypospolitej. Wybudzeni ze spokojnego snu przez funkcjonariuszy Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych mieszkańcy, dostali kilkanaście minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, po czym brutalnie wepchnięci do stojących na stacjach bydlęcych wagonów.

Był to początek, trwającej nieraz kilka lat, gehenny polskiego narodu. Nie wszystkim dane było przeżyć to "lodowe piekło na ziemi". Ci, którzy ocaleli, przekazali swe cenne wspomnienia młodszym pokoleniom. W 72. rocznicę deportacji, prezentuję przeżycia nieżyjącej już dziś mieszkanki Kuźni Raciborskiej, Janiny Miodek (z domu Zarzyckiej).



Do czasu napaści na Polskę wojsk hitlerowskich oraz wkroczenia siedemnaście dni później Armii Czerwonej Janina Zarzycka (ur. 7 sierpnia 1922 r.) zamieszkiwała wieś Panowice w województwie tarnopolskim (wschodnie tereny ówczesnego państwa polskiego). Tam, wraz z całą rolniczą rodziną wiodła w miarę szczęśliwe i spokojne życie.

Wszystko zmieniło się rankiem, 10 lutego 1940 r. W domu Zarzyckich pojawili się agenci NKWD z nakazem wysiedlenia całej rodziny. Bez żadnego powodu. Dopiero później zaczęto uzmysławiać sobie, że jest to kara za udział Władysława Zarzyckiego (ojca Janiny) jako sierżanta Wojska Polskiego w wojnie przeciwko bolszewikom w 1920 r.

Po wielu tygodniach podróży w bydlęcym wagonie, 18-letnia Janina wraz z rodziną znalazła się w syberyjskiej śródleśnej osadzie Aleksiejewka. Wśród członków rodu Zarzyckich nie było już głowy rodziny - Władysława, którego wywieziono w inny rejon Związku Radzieckiego. Młoda, wątła dziewczyna została czym prędzej zagnana do ciężkiej i katorżniczej pracy. Jak inni zesłańcy musiała piłować drzewo, ładować bale na furmanki, budować ziemianki i baraki.

Po roku forsownej pracy awansowała. Została woźnicą. Z końmi oswojona była od dziecka, potrafiła i lubiła zaprzęgać oraz powozić. Męka na nieludzkiej i syberyjskiej ziemi, gdzie dominował chłód, głód oraz strach trwała cztery lata. I choć II wojna światowa dobiegła końca, Zarzyccy nie mogli już powrócić do swego gospodarstwa. Tam panoszył się już ukraiński kołchoz. Z tysiącami rodaków jechali na zachód, by zatrzymać się w pobliżu Legnicy.

Pewnej niedzieli do lokalnego kościoła na mające się odbyć nieszpory, przyszedł inny wojenny tułacz. Był nim dawny żołnierz armii gen. Władysława Andersa - Henryk Miodek. Wspólne rozmowy (poparte wojennymi przeżyciami) i coraz bliższe kontakty sprawiły, że Janina i Henryk postanowili wziąć ślub. Tak połączyły się losy byłego żołnierza - repatrianta z Włoch z dziewczyną z okolic Tarnopola, której szlak na Dolny Śląsk wiódł poprzez Syberię.

Niebawem Janina odnalazła również swojego ojca, który jako zdemobilizowany żołnierz znalazł się w Kuźni Raciborskiej. Państwo Janina i Henryk Miodkowie dostali pracę w kuźniańskiej betoniarni, choć ważniejsze okazało się otrzymane tu mieszkanie. Oboje doczekali się czwórki dzieci, a także siedmioro wnucząt i piątkę prawnucząt.    



W kwietniu 2005 r. Janina Miodek decyzją prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego odznaczona została Krzyżem Zesłańców Sybiru. Pani Janina zmarła 17 czerwca 2006 r. Spoczęła na cmentarzu w Kuźni Raciborskiej, w grobie swych rodziców - Marii i Władysława Zarzyckich.

Gminna OSP: Rok 2011 ani dobry, ani zły

poniedziałek, 6 lutego 2012

Trenuj w ferie ze "Spartą"

Ruda skuta lodem

Mróz od kilku dni nie odpuszcza. Słupek rtęci waha się od -10 st. C w dzień po -20 st. C w nocy. Tak niska temperatura sprawiła, że kuźniańską Rudę w wielu miejscach skuł lód, zatrzymując przy tym płynące wraz z nurtem rzeki śmieci (np. plastikowe butelki).










sobota, 4 lutego 2012

Kraj, w którym odzież służy za papier toaletowy

Kilkanaście osób wzięło udział w slajdowisku, jakie w piątkowy wieczór, 3 lutego odbyło się z udziałem dr. Leszka Szczasnego w Miejskim Ośrodku Kultury, Sportu i Rekreacji w Kuźni Raciborskiej.